Szukaj na tym blogu

wtorek, 30 października 2018

Sprzątanie - tego nie lubię.

Ostatnio słuchałam na YouTube Uli Chincz. Kocham jej kanał z prostego powodu: nawet jeśli nie wyciągam z niego nic praktycznego, to świetnie się bawię przy tej prowadzącej. Zabawna, lekka, z głową na swoim miejscu - taka zwykła "Kowalska",która musi prowadzić dom, zarabiać itd...

Zainspirował mnie ostatnio jej filmik o sprzątaniu. Nie nawidzę tego, mam wrażenie, że ledwie ogarnę jeden kąt to w następnym rośnie już bałagan, zwielokrotniając swój zasięg w 5 sekund po powrocie dzieci do domu.

Postanowiłam jednak wprowadzić jedną radę w życie: sprzątnięcie szuflady trwa chwilę, a może uspokoić..... 
No dobra, nie uspokoiła mnie ani odrobinę, ale zapanował w niej względny porządek i napawa mnie dumą. Wreszcie wiem ile mam opakowań drożdży i przed produkcją kolejnej domowej pizzy nie kupie nowych, bo starych nie będę mogła znaleźć..

Ponieważ nie jestem tytanem sprzątania, więc moja szuflada  z przyprawami nie stanowiła wzoru porządku. No dobra był tam tak zwany "burdel".


 Przyprawy leżały ułożone w kartonikach, ale niestety przestały się mieścić. Słoiczki z  przyprawami stanowiły dodatkowy chaos... 
Będąc jednak ostatnio w  Ikea trafiłam na system HOFTA. Są to plastikowe płotki, które można dociąć do wymiarów szuflady. Moje miały długość 55cm i wysokość 10 cm . 
Jedno opakowanie to 3 płotki w cenie nieprzekraczającej 5 zł. Na moją szufladę zużyłam  niecałe 3 opakowania. System ten świetnie sprawdzi się też do porządkowania szuflad z bielizną, skarpetkami. Dzięki nim można zrobić idealny organizer do szuflady (takie szufladowe DIY)

Efekt bardzo mnie zadowolił, choć zastawiam się czy nie dokupić kilku zestawów by podzielić cała szufladę na kieszonki.

Efekt jak widać


 W kolejnym wpisie pokażę DIY pod tytułem: słoiczki na przyprawy, które spokojnie mogą stać na półeczce, blacie lub w szufladzie.

środa, 24 października 2018

Dżem dyniowo-pomarańczowy - słońce na kanapce.

Wczoraj lało, dziś wieje... Zimno i nosa nie chce się wystawić na dwór.... Ale i tak kocham jesień, za grzyby, dynię i kolorowe bukiety.
Dziś grzejąc się w promykach słońca przez szybę zajadam takie cudo popijając kawę.... Słońce na talerzu, a ten obłędny zapach pomarańczy - i pomyśleć, że główny składnik to dynia....


Przepis:
2kg dyni
1 kg pomarańczy ( miąższ i starta skórka z 4 owoców)
1kg cukru
pektyna
Dynie obieramy i kroimy - gotujemy.
Pomarańcze myjemy i obgotowujemy około 2 minut w garnku - mamy czystą skórkę, która ekspresem da się usunąć. Dynie blendujemy, ścieramy skórkę na drobniutkiej tarce.

Z pomarańczy najlepiej wycisnąć sok. Ja ponieważ nie mam wyciskarki do soku to blenduje owoce, potem przecieram przez sitko by usunąć kawałki skórek.
Uzyskana pulpę z dyni i pomarańczy gotujemy, dodajemy cukier ( ja dodaję 1/2 kg bo cały kilogram wydaje mi się za dużo).
Na koniec dodajemy pektyne ( 1 opakowanie) i polecany przy niej kwasek cytrynowy. Przeważnie stosowałam żelfix, ale nadaje on jednak chemicznego posmaku, a pektyna to składnik naturalny - jak dla mnie niewyczuwalny w drzemie.
Gorący dżem wlewamy do słoików, zakręcamy i stawiamy do góry dnem.

Ważne: nie robić gdy jesteśmy na diecie!!!
Smakuje tak obłędnie, ze nie da się powstrzymać przed podjadaniem i dietę diabli wezmą.
SMACZNEGO